USA na skraju przepaści
Znany ekonomista ostrzega.
Profesor Simon Johnson przez wiele lat był głównym ekonomistą Międzynarodowego Funduszu Walutowego. W swoim życiu widział wiele kryzysów i aktywnie uczestniczył w walce z nimi, przede wszystkim w krajach rozwijających się.
Jego zdaniem w tej chwili branża finansowa kieruje poczynaniami amerykańskiej administracji, a sytuacja w Stanach Zjednoczonych przypomina stan przedzawałowy, który już wielokrotnie widział w swoim życiu. Jeśli USA mają się wydostać z kryzysu, należy podjąć radykalne kroki, przede wszystkim odcinając się od wpływowych lobbystów z Wall Street, bo zostaje coraz mniej czasu do prawdziwej katastrofy.
W majowym numerze miesięcznika "the Atlantic" ukaże się artykuł Johnsona pod tytułem „The Quiet Coup”, czyli „Cichy Zamach Stanu”. Na początku autor wskazuje na swoje doświadczenia ze zmaganiem się przez MFW z sytuacjami kryzysowymi na Ukrainie, w Rosji, Korei Południowej, Indonezji czy Tajlandii i co zaskakujące dochodzi do wniosku, że gdyby specjalistom z funduszu przedstawiono same dane bez tej kosmicznej liczby zer na końcu i bez podania, że sprawa dotyczy USA, z pewnością zaproponowaliby to co zawsze, czyli odwrót od życia ponad stan i powolne spłacanie zobowiązań. Tymczasem Ameryka bez opamiętania dalej nakręca spiralę zadłużenia.
Nadmierne pożyczanie zawsze kończy się tym samym, czyli prędzej czy później wyczerpuje się cierpliwość kredytodawców i za rachunki trzeba zapłacić, albo ogłosić bankructwo, a przecież ciężko sobie wyobrazić skutki upadku takiego mocarstwa. Tu warto wspomnieć o słowach Jima Rogersa, który zadał niedawno retoryczne pytanie czy lepiej żeby zbankrutowało AIG czy całe Stany Zjednoczone?
Johnson nie przebiera w słowach i nazywa obecny proces przekształcaniem USA w republikę bananową. Zauważa, że do obecnego kryzysu doprowadzili finansiści z wielkich banków inwestycyjnych, a teraz zarówno administracja Busha, jak i obecna Obamy skupiły się głównie nad ratowaniem z tarapatów bankierów wspomagając ich bardzo szczodrą ręką, która w rzeczywistości sięga do kieszeni podatnika.
Profesor dostrzega, że wpływy finansistów w Waszyngtonie są zbyt wielkie i stąd biorą się nieracjonalne posunięcia władz ulegających potężnym naciskom lobbystów. Aby rozwiązać obecną patową sytuację przede wszystkim należałoby zmusić banki do przyznania się do rzeczywistej skali strat jakie poniosły na ryzykownych kredytach hipotecznych i potworzonymi na ich bazie instrumentach. Póki dokładna skala problemu nie jest podana trudno oszacować czy bilion dolarów proponowany przez Geithnera rozwiąże kryzys.
Zamiast negocjować, Departament Skarbu winien sformułować jasne, precyzyjne żądanie wobec instytucji finansowych, które są przecież petentami proszącymi o wsparcie, a nie zbawcami Ameryki. W obecnych warunkach wydaje się niemożliwa ocena wielkości zniszczeń wśród banków i dlatego Johnson proponuje podjąć jeszcze bardziej zdecydowane kroki.
Podobnie jak profesor Roubini postuluje, aby znacjonalizować kulejące banki, wymienić nieudolne zarządy, wyczyścić bilanse i dopiero potem sprzedać je już po wyleczeniu prywatnym inwestorom. Tymczasem finansowi oligarchowie skutecznie blokują radykalne posunięcia i domagają się kolejnych publicznych środków.
Zdaniem Johnsona nie da się inaczej rozwiązać kryzysu, a gra na zwłokę prowadzi do coraz bardziej destrukcyjnych skutków, które mogą przynieść nam końcowy efekt jeszcze boleśniejszy niż ten z lat trzydziestych ubiegłego wieku.
Finansiści dokonali cichego zamachu stanu przejmując faktyczną władzę nad Stanami Zjednoczonymi i pośrednio całym światem.
-
http://www.hotmoney.pl/artykul/7123/1/usa-na-skraju-przepasci.html
- http://www.hotmoney.pl/artykul/7123/1/usa-na-skraju-przepasci.html
5.42
4.35
3.46









Dodaj komentarz