Giełda spadnie nawet o... 20 procent
Jak to możliwe?
Główny strateg rynkowy Royal Bank of Scotland Bob Janjuah w swoim ostatnim nieformalnym raporcie ostrzega, że kończy się karnawał na rynkach giełdowych i pora przygotować się do zimy.
Jego zdaniem amerykański indeks S&P 500 spadnie w ciągu najbliższych dwóch miesięcy w okolice 950. punktów, a do końca pierwszego kwartału 2010 roku w rejon 850 punktów. Oznaczałoby to ceny o ponad 20 procent niższe od obecnych (w piątek indeks zamknął się na 1069,3 pkt).
Skąd tak pesymistyczne wnioski? Według niego pozytywny impuls, który zyskały gospodarki dzięki programom stymulacyjnym prowadzonymi za publiczne środki powoli wyczerpuje się. Tymczasem skutkiem ubocznym wpompowania tej rzeki pieniędzy do systemu finansowego stało się nadmierne nadmuchanie cen ryzykownych aktywów, w tym akcji, do poziomów nieuzasadnionych rzeczywistą wartością spółek. Świadczy o tym kiepska kondycja prywatnych przedsiębiorstw, które w większości patrzą raczej pesymistycznie na przyszły rok i bardziej koncentrują się na redukcji kosztów, w tym zadłużenia, niż na nowych projektach inwestycyjnych.
Janujah przewiduje wzrost rentowności obligacji rządowych w przyszłym roku, ale wbrew prognozom wielu innych ekonomistów twierdzi, że wcale nie pojawi się od razu inflacja, a wręcz przeciwnie - zostanie ona poprzedzona brutalną deflacją. Według niego wkrótce wszyscy zaczną sobie zdawać sprawę, że polityka prowadzona przez władze z takich krajów jak Wielka Brytania czy USA jest całkowicie błędna i prowadzi donikąd.
Z kolei największe banki centralne, obawiając się stworzenia nowych baniek spekulacyjnych i ewentualnej inflacji, zaczną wycofywać się z polityki nienaturalnie niskich stóp procentowych, przy okazji nieco przyduszając gospodarki i wywołując wspomnianą deflację.
Naturalną koleją rzeczy (w razie gdyby faktycznie spadki zagościły na giełdzie) krótkoterminowo umocni się dolar. Jednak Janjuah uważa, że tak naprawdę w sytuacji, gdy na razie istnieje tylko plan A, czyli dodrukowanie pieniędzy aż do skutku, lepszym wyborem powinno być złoto, które w przypadku przyspieszenia spadków na rynkach kapitałowych dotrze do okolic 1500 dolarów za uncję (wczoraj dotknęło bariery 1100 USD).
Te czarne wizje i krytyka poczynań władz brzmią dość tragikomicznie zważywszy na to, że ich autor pracuje w Royal Bank of Scotland. Niezorientowanym wypada przypomnieć, że RBS w zeszłym roku stracił 41 mld funtów i istnieje tylko dzięki pomocy rządowej. Wypada tylko zakrzyknąć: I kto to mówi? - komentuje notowany.pl.się niebawem.
5.02
4.20
3.17










Dodaj komentarz
Komentarze (3)
Gość 07.11.2009, 17:17
Odpowiedz Zgłoś naruszenie
Gość 08.11.2009, 14:01
Odpowiedz Zgłoś naruszenie
x 08.11.2009, 14:01
Odpowiedz Zgłoś naruszenie