Gazprom strzelił sobie w stopę
Próby monopolizacji rynku kosztują go teraz miliardy.
W wyniku kryzysu finansowego spadły ceny i zapotrzebowanie na gaz, którego produkcję i dystrybucję rosyjski gigant próbował zmonopolizować. Taktyka przyjęta przez Władimira Putina, który przez 8 lat jako prezydent próbował zapewnić Rosji dominującą pozycję na rynku surowców energetycznych, okazała się błędna. Po raz drugi w ciągu trzech lat ceny spadły, a zobligowany wcześniejszymi kontraktami Gazprom musi ograniczać własne wydobycie i kupować gaz po cenach wyższych niż rynkowe z Azji Centralnej.
W tym roku zapotrzebowanie na gaz od Gazpromu ma spaść o 60 miliardów metrów sześciennych, czyli mniej więcej o tyle, ile Gazprom zobowiązał się kupować od byłych radzieckich republik. Według zawartych kontraktów w 2009 roku będzie za niego płacił około 340 dolarów za 1 tys. metrów sześciennych, jednocześnie sprzedając go Ukrainie za około 230 dolarów, a Europie za około 280 dolarów. Według rosyjskiej agencji RIA kontrakty będą ważne nawet do 2028. Ceny sprowadzanego gazu są obliczane według skomplikowanego wzoru z półrocznym opóźnieniem.
Jeśli zapotrzebowanie na gaz nie wzrośnie, Gazprom będzie musiał redukować własne wydobycie, a zapotrzebowanie swoich klientów pokrywać z zakupionego drożej gazu z byłych republik. Jednocześnie Turkmenistan oskarża Rosjan o sabotaż rury, którą płynął droższy gaz, a Unia Europejska podpisała porozumienie z Azerbejdżanem, Gruzją, Turcją i Egiptem, które może ożywić projekt rurociągu Nabucco, odbierający Gazpromowi monopol na kaspijskie złoża.
W zeszłym roku Gazprom zarobił 30,8 miliarda dolarów netto i wypłacił do państwowej kasy 40 miliardów dolarów jako największy płatnik podatków w kraju. Według analityków w tym roku obroty mają spaść o ponad 1/3, a zysk wyniesie 16,7 miliarda. Straci na tym również państwo, do którego kasy wpłynie tylko 22,5 miliarda dolarów.
WIG +0.47%
