Auta buduje się tak, by naprawa kosztowała krocie
Zobacz, jak firmy motoryzacyjne wyciągają od ciebie kasę.
Producenci celowo podwyższają koszty napraw samochodów. Wystarczy zrobić auto tak, że nikt poza autoryzowanym serwisem, go nie naprawi - czytamy na dziennik.pl.
Serwis nie rzuca słów na wiatr i wylicza sześć metod zbijania kasy na kliencie przez ASO.
1. Puzzle
Zamiast sprzedawać malutką cześć, która łatwo się psuje, producenci zaczęli łączyć wiele elementów w jeden - twierdzi dziennik.pl.
Przykład? Choćby moduł łączący komputer silnika mercedesa klasy A, przepływomierz i fragment układu dolotowego.
Moduł znajduje się na gorącej i rozedrganej powierzchni silnika. Życia mu to nie wydłuża, a nowy w ASO kosztuje 5 tys. zł. Znajomy mechanik, jeżeli umie, wydłubie i podmieni co trzeba za 1,5 tys.
2. Na miazgę
Gdzie najlepiej zamontować najcenniejsze i najbardziej wrażliwe na uszkodzenia części samochodu?
Zgodnie z logiką koncernów samochodowych, tam gdzie o uszkodzenia mechaniczne najłatwiej.
Wnęka pod przednim zderzakiem albo przestrzeń między przednim błotnikiem a nadkolem nie jest najlepszym miejscem do zamontowania komputera sterującego silnikiem lub elektrycznej pompy wspomagania kierownicy - wylicza dziennik.pl.
3. Na gwint i po łbie
Jaki techniczny sens ma stosowanie śrub z nietypowym łbem, do których nie pasuje żaden klucz dostępny w sklepie? Żaden!- czytamy w serwisie.
Sens ma, ale z punktu widzenia wyników sprzedaży producenta. Żeby auto naprawić samemu, trzeba zainwestować krocie w specjalny klucz. W ASO taki klucz czeka na nas wraz z równie dużym rachunkiem za usługę.
4. Odmowa dostępu
Aby w mercedesie klasy A wymienić alternator, rozrusznik czy np. pompę wody należy odkręcić silnik od nadwozia i zależnie od tego co się zepsuło - albo unieść, albo opuścić z samochodu - zauważa dziennik.pl.
W starszych autach za podobną naprawę trzeba zapłacić kilkadziesiąt złotych, przy wspomnianym mercedesie to dzień roboty warsztatu i adekwatny wydatek.
5. Wciskanie gniota
Coraz więcej w autach drogich i zawodnych części.
Silniki Diesla dawniej niemal niezniszczalne, dziś po kilkudziesięciu tys. km "padają" dwumasowe koła zamachowe, które są traktowane przez producentów jako elementy eksploatacyjne (coś w rodzaju klocków hamulcowych) choć nimi nie są. Naprawa rozlatującego się sprzęgła kosztuje nawet kilka tys. zł. - czytamy na portalu.
6. Wojny klonów
Niby część ta sama, ale albo styk inny albo symbol nie ten. Efekt? Nie działa. By działało, części kupić musi ASO.
Rzeczy, które nie występują jako zamienniki, bywają ekstremalnie drogie, np. za niewielki przekaźnik tylnej wycieraczki do toyoty corolli kombi zapłacisz nawet 800 zł - wylicza dziennik.pl.
-
http://www.dziennik.pl/auto/article539543/Tak_naciagaja_warsztaty_samochodowe.html
- http://www.dziennik.pl/auto/article539543/Tak_naciagaja_warsztaty_samochodowe.html
5.43
4.35
3.42
Dodaj komentarz